środa, 11 lutego 2015

Rozdział 2

Stałem jak wryty ta dziewczyna nic nie rozumiała, nie przyjmuje do siebie wiadomości, że my chcemy jej tylko pomóc.
- „Czemu tak bardzo nie chce tu być ?”-zadawałem sobie pytania w myślach- „Ile osób chciałoby spędzić całe wakacje w Londynie, a ona nie. Jest inna, ciągle złości się na kogoś lub na coś, a może nawet na samą siebie? Ten gniew ją pochłania.”
Nawet nie zauważyłem jak Bella wyszła z pokoju. Było mi jej szkoda bo nie wiedziałem co sprawia, że taka jest. Zdawałem sobie sprawę, że pewnie już jej w domu nie ma, ale już nie mogłem nic zrobić, najbardziej bałem się co teraz wykombinuje.
-Payn wszystko okey?
-Tak dzięki Zayn, wyszła?- zapytałem z nadzieją, że chłopak jednak zaprzeczy.
-Mhm... Liam nie przejmuj się przecież jest prawie dorosła da sobie radę.- pocieszał mnie Malik.
-Wiem, ale boje się, że znów wróci w tym stanie lub co gorsza nie wróci- mówiąc to czułem się za nią odpowiedzialny.
***
Wiatr cały czas rozwiewał mi włosy, był bardzo przyjemny, orzeźwiający. Szłam przez park znajdujący się niedaleko mojego domu w którym tymczasowo mieszkam. Postanowiłam znaleźć sobie jakieś miejsce gdzie będę mogła spokojnie posiedzieć i posłuchać muzyki. Przemierzałam wiele alejek, zauważyłam, że jest tu niemal garstka ludzi. Nie było krzyczących dzieci co sprawiało, że można było się skupić. Mijałam głównie jakiś staruszków. Uwielbiałam takie widoki, starsi ludzie którzy przeżyli ze sobą tyle lat a ich miłość nie gasła. Podążałam wąską uliczką, wzdłuż niej po obu stronach było wiele drzew i co jakiś czas ławeczka. Za jednym z nich dało się dostrzec wysoki kamień, ruszyłam w tamtym kierunku. Oczom ukazała mi się owa skała, powoli usiadłam na niej a plecy oparłam o drzewo przylegające do niej. Zaczęłam wsłuchiwać się w śpiew ptaków aż wreszcie do mojej głowy wróciły wspomnienia.
-Co ty sobie kurwa myślisz?-krzyczał ciemnooki
-Myślisz, że to jakiś pieprzony żart?-dodał drugi łapiąc mnie za nadgarstki.
Próbowałam rozluźnić uścisk, ale byłam za słaba, mężczyzna szybkim ruchem pociągnął mnie za napięstek, a ja klękłam przed nim.
-Nie wiedziałam, że tak wyjdzie- mówiłam wolno starając się nie wybuchnąć płaczem jednak myśl co mnie zaraz czeka była za silna, mimowolnie po moim policzku zaczął spływać strumień łez-Nie chciałam- dodałam tak cicho, że chyba tylko ja to słyszałam.
W tym momencie na policzku poczułam mocne uderzenie, moja twarzy wyrażała ból, ale ich to nie powstrzymało za chwile poczułam kolejne uderzenie i to dwa razy mocniejsze.
-Ty czy ja ?- zapytał osobnik który przed chwilą wymierzył mi ciosy.
-Dziś ja chcę się zabawić-stwierdził drugi.
Wiedziałam co mnie czeka, bałam się za każdym razem kiedy do tego dochodziło. Nie umiałam się przyzwyczaić, czułam się wtedy upokorzona i brudna. W tym momencie mężczyzna przywiązany do krzesła zaczął się nerwowo szarpać. Miał skrępowane ręce i nogi, a twarz zakneblowaną, aby nie mógł krzyczeć ani mówić. Można było się tylko domyślać co w tej chwili chciał powiedzieć, w jego oczach było widać strach oraz złość. Po chwili jednak został uciszony silnym ciosem w twarz, z nosa od razu zaczęła mu cieknąć krew. Bez namysłu wstałam na równe nogi, a gdy już chciałam ruszyć w stronę kuchni poczułam mocny uścisk na nadgarstku.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze z tobą nie skończyłem!- powiedział złośliwie ciemnowłosy.
-Wytrę mu nos bo się krwią zadławi. Chyba za morderstwo nie chcesz siedzieć?-mówiłam pewna siebie, ponieważ wiedziałam, że i tak mi pozwoli.
Mężczyzna puścił mój nadgarstek dając do zrozumienia, że mogę iść. Rzucił tylko do mnie „kara i tak Cię nie ominie”. Poszłam do kuchni po chusteczki, a następnie wróciłam do mężczyzny z krwawiącym nosem. Siadłam mu na kolanach i delikatnie zaczęłam ścierać krew z twarzy. Przybliżyłam się do niego i wyszeptałam mu do ucha, tak aby tylko on słyszał.
-Nie martw się tato, wytrzymamy to, za niedługo wszystko się skończy.
Z rozmyślań wyrwał mnie męski głos. Spojrzałam na niego, był to chłopak o gęstych czarnych włosach, postawionych do góry. Prawdopodobnie miał korzenie Koreańskie stwierdziłam po urodzie. Ubrany był w jeansy oraz czarną bluzę. Chwile na mnie spoglądał po czym zaczął.
-Bella jak dobrze pamiętam?
-Tak, a ty jesteś?- gdzieś go już widziałam ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie.
-Kobra. Spotkaliśmy się wczoraj w klubie.
Teraz wszystko mi się przypomniało to on był moim wybawicielem który poczęstował mnie magicznymi tabletkami.
-Tak jasne przepraszam.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał niepewnie ciągle mierząc mnie wzrokiem.
-Siedzę.
-Przepraszam, głupie pytanie- odpowiedział lekko zażenowany- mogę się dosiąść?
-Jasne- odpowiedziałam pewnie po czym lekko się przesunęłam aby zrobić miejsce chłopakowi.
-Ile masz lat?- zaczął.
-Siedemnaście, a ty?
-Dwadzieścia jeden. Mieszkasz tu?
-Nie, jestem tu na wakacjach... niestety- ostatnie słowo dodałam cicho aby chłopak nie usłyszał, jednak miał dobry słuch i za chwilę zapytał.
-Czemu niestety?
-Długa historia- nie chciałam tłumaczyć, bo przecież co za normalna osoba nie chce spędzić wakacji w Londynie- A ty mieszkasz tu ?
-Tak już od pięciu lat.
-To trochę.
-Tak już długo. Chodź się przejść- powiedział pełen energii.
-Nie mam ochoty.
-To nie było pytanie-odrzekł, a następnie zszedł z kamienia i wyciągnął do mnie rękę w geście pomocy.
Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim co nam na język przychodziło. Chłopak był idealnym rozmówcą dla mnie ponieważ to on ciągnął rozmowę. Potrafił jednym słowem sprawić, że nie mogłam się przestać śmiać.
-Co robisz dziś wieczorem?- zapytał w pewnym momencie chłopak.
-Jeszcze nie wiem, pewnie będę szukać ciekawych miejsc na mieście.
-To zapraszam Cię na imprezę- odrzekł z blaskiem w oczach.
-Nie jestem pewna-zaczęłam.
-Ale ja tak. Przyjadę po Ciebie o 22.
-Dobrze tylko napisz mi jak będziesz, wiesz czemu- dodałam, Kobra wiedział gdzie ma przyjechać, ponieważ opowiedziałam mu trochę o moich lokatorach oraz o moich relacjach z nimi.
Podał mi swój telefon, a ja wpisałam mu swój numer, następnie stwierdziłam, że muszę się już zbierać. Chłopak odprowadził mnie pod sam dom, a na pożegnanie pocałował w policzek. Weszłam do przedpokoju i od razu ruszyłam w stronę kuchni, ponieważ od jakiegoś czasu dokuczał mi głód. W pomieszczeniu siedział jedynie blondyn, objadając się czekoladowymi misiami.
-O cześć Niall- powiedziałam uśmiechając się do chłopaka.
-Cześć Bel. Widzę, że zgłodniałaś.
-Kiedyś musiałam- odrzekłam po czym uchyliłam drzwi lodówki.
-W środku masz obiad, odgrzej sobie tylko. Oczywiście jeżeli chcesz.
-Dziękuje, ale wezmę tylko sałatkę.
-I ty się tym najesz? Ja bym musiał chyba dwie miski zjeść- mówił blondyn, a ja po chwili wybuchłam śmiechem.
Po zjedzeniu mojego posiłku, pozmywałam po sobie i ruszyłam do salonu. Blondyn oczywiście uczynił to samo i już za chwilę siedzieliśmy razem na kanapie.
-Pewnie nie lubisz grać na konsoli- zapytał smutnym głosem Horan.
-Czemu miałabym nie lubić?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-O czyli lubisz?-zapytał tym razem uradowany- bo wiesz nie mam kompana do gry.
-To w co gramy?- zapytałam blondyna.
Nie miałam nic do roboty, a gra mogła mnie rozluźnić, więc była idealnym zajęciem.
-Fifa?
-I tak przegrasz- wyszczerzyłam się do Nialla.
Graliśmy wiele meczy, chłopak był naprawdę godnym przeciwnikiem, więc o wygranej zazwyczaj decydował los szczęścia. Krzyczeliśmy do ekranu, z nadzieją, że zawodnik po drugiej stronie nas usłyszy. Był naprawdę pozytywny, przy nim nie dało się przestać śmiać. W pewnym momencie usłyszałam jak drzwi domu się uchylają. Bez namysłu spojrzałam w stronę przedpokoju. Do pomieszczenia wszedł Louis z Harrym. Zlustrowałam ich wzrokiem, a to co zauważyłam sprawiło, że na chwile moje serce stanęło. Na ich twarzach wymalowane było szczęście ale to co najbardziej mnie zdziwiło to ich splecione ręce. Bacznie obserwowałam jak się w tym momencie zachowują, ponieważ nie widzieli, że na nich patrze. Jednak po chwili mój wzrok został zauważony przez loczka, który natychmiast odsunął się od kolegi na bezpieczną odległość. Louis nic nie rozumiejąc odwrócił się i spojrzał na mnie. Nie wiedziałam czy zdawał sobie sprawę z tego, że spostrzegłam, że jest coś między nimi.
-Cześć mała!- krzyknął uradowany, jak gdyby przed chwilą nic się nie wydarzyło.
To prawda byłam tolerancyjna, miałam wiele znajomych wśród których były osoby homoseksualne, więc nie robiło to na mnie wrażenia. Jednak oni są sławami, bóstwem nastolatek, przecież w tym biznesie to nie dopuszczalne.
-Cześć wam- rzuciłam po chwili z uśmiechem.
Siedziałam z chłopakami jeszcze jakiś czas rozmawiając o wszystkim. W międzyczasie do rozmowy dołączył się Liam. Ja jednak cały czas byłam zajęta obserwowaniem dwóch osób. Po jakimś czasie poszłam na górę aby się wyszykować na dzisiejsze wyjście z Kobrą. Wzięłam prysznic, a następnie ubrałam na siebie czystą bieliznę. Po pomalowaniu i uczesaniu włosów przyszedł czas na wybór dzisiejszej kreacji. Ostatecznie ubrana byłam w krótkie szorty i czarną bluzkę oraz ramoneskę, na nogi włożyłam czarne koturny. Kiedy już byłam gotowa do wyjścia dostałam sms od Kobry, że czeka na dole bez namysłu zeszłam na parter. Szłam jak najciszej aby tylko nikt mnie nie usłyszał, nie miałam zamiaru wysłuchiwać kazania na temat, że nie mogę nigdzie iść. Jak najszybciej przekroczyłam próg domu i ruszyłam w stronę bramy. Moim oczom ukazało się czarne sportowe ferrari jedyne co mi w tej chwili na myśl przyszło to „kurwa”. Uchyliłam drzwi i już po chwili siedziałam na miejscu pasażera, na przywitanie pocałowałam chłopaka w policzek i ruszyliśmy w stronę miasta.
-Ładnie wyglądasz- powiedział po czym spojrzał na mnie.
-Ty też dajesz radę, ale z takim autem to aż tak przejmować się nie musisz- zaśmiałam się.
Dalsza droga minęła na opowiadaniu ciekawych historii ze swojego życia, gdy już zaparkował auto przed klubem, szybkim krokiem wysiadł z niego i podszedł do mnie aby otworzyć mi drzwi.
-Jaki gentlemen. Z tej strony Cię nie znałam- uśmiechnęłam się w stronę chłopaka wysiadając z auta.
-Wiele jeszcze i mnie nie wiesz.
Gdy tylko weszliśmy do środka do moich uszu dostał się dźwięk głośnej muzyki, a mój nos wypełnił zapach alkoholu i papierosów. Kobra chwycił mnie za rękę i prowadził w stronę loży. Podeszliśmy do stolika były już tylko dwa miejsca wolne, zapewne już na nas czekali. Chłopak zaczął przedstawiać mnie znajomym.
-To jest Kate i Taylor- wskazał na dwie dziewczyny siedzące na kanapie, jedna z nich miała krótkie blond włosy a druga czarne średniej długości, oby dwie były ubrane podobnie czyli czarna sukienka i różne dodatki.
-A to jest Tom- wskazał na chłopaka z niebieskim włosami- a to Justin i Jack- mówiąc to pokazał dwójkę mężczyzn. Jeden miał blond włosy a drugi czarne.
-Jestem Bella.
Kobra postanowił zamówić nam drinki, jednak szybko zmieniliśmy na czystą, wszyscy jednak po czasie zniknęli na parkiecie. A ja zostałam sama z brunetem. Co jakiś czas podchodziły do nas jakieś dziewczyny z zamiarem poderwania chłopaka, jednak on każdą skutecznie zbywał. Po pewnym czasie w mojej głowie zaczęło szumieć, czułam się bardzo dobrze wtedy, wszystkie zmartwienia spadły na drugi plan.
-Zatańczysz?-zapytał brązowowłosy
-Um... dobrze- odrzekłam po chwili namysłu.
Chłopak wyciągnął do mnie rękę a ja chwyciłam ją. Poszliśmy na parkiet i właśnie w tym momencie musieli puścić wolną piosenkę. Kobra delikatnie objął mnie w pasie, a ja ręce zarzuciłam na jego szyję. Kołysaliśmy się w rytm muzyki, po pewnym czasie oparłam głowę o jego tors, chłopak w odwecie zaczął gładzić rękami po mojej tali.
-Jak masz na imię?- zapytałam zaciekawiona, nigdy nie pytałam, a jego znajomi używają tylko pseudonimu.
Chłopak przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, powoli zbliżył swoją twarz do mojego ucha, czułam na szyi jego ciepły oddech.
-Mojego imienia nikt nie znam.
-Nawet ja nie będę go znała?- zapytałam smutno.
-Daniel.
***
-Niall co ty zrobiłeś, że ona dzisiaj taka miła ?-zaśmiałem się.
-Przecież była normalna- zdziwił się jasnowłosy.
-Ja ją z tej strony dopiero dziś poznałem- uśmiechnąłem się, a następnie ruszyłem do siebie do pokoju.
Przeglądałem wiele kartek, na każdej z nich były słowa piosenek które nie zostały wydane. Czasami starałem się pisać własne utwory, jednak wytwórnia zawsze twierdziła, że w naszej muzyce nie chodzi takie teksty. Wziąłem do rąk jedną z kartek i zacząłem powoli analizować, poprawiałem zwrotkę po zwrotce. Osobiście uważałem, że są do wyrzucenia, jednak kiedyś zobaczył je Hazza i kategorycznie zabronił mi się ich pozbyć. Stwierdził, że w swoim czasie na pewno je zagram. Kiedy już moja wena się ulotniła, wziąłem telefon do rąk i zadzwoniłem do Daniel, kochałem ją jak jeszcze nikogo w życiu. Umówiłem się z nią na spacer następnego dnia. Po długiej rozmowie postanowiłem wrócić do swoich poprzednich czynności, tylko tym razem na dole w pokoju z instrumentami. Gdy tylko uchyliłem drzwi tego pomieszczenia do moich nozdrzy dostał się zapach wanilii, ten zapach zawsze towarzyszył temu pokojowi. Ściany były tu pokryte panelami tak samo jak podłoga, żaden dźwięk z tego pomieszczenia nie mógł wyjść na zewnątrz. Był to nasz muzyczny azyl. Pełno instrumentów od trąbki po perkusje. Nikt z nas nie umiał grać na tym wszystkim, ale zawsze musiały tu być, jakby komuś przyszły ambicje na naukę czegoś nowego. Wziąłem gitarę do rąk i zacząłem lekką szarpać za struny. Na pisaniu muzyki spędziłem dużo czasu, nawet nie zauważyłem jak zegar wybił dwudziestą trzecią. Zastanawiałem się czemu Bel nigdzie dziś nie poszła, zdziwiła mnie tym. Myślałem, że może nasza rozmowa jednak dała jej coś do myślenia. Ciekawość zżerała mnie od środka więc postanowiłem jej ulżyć i ruszyłem do pokoju dziewczyny. Pukałem kilka razy ale nikt nie odpowiadał, chwyciłem klamkę i powoli uchyliłem drzwi. Pokój był pusty jedyne co rzucało się w oczy to kilka ubrań porozrzucanych. Poszedłem sprawdzić czy może nie siedzi u chłopaków, jednak jej nigdzie nie było. Został tylko pokój Zayna, zbliżyłem się do drewnianych i bez pukania wszedłem do środka. Zobaczyłem chłopaka leżącego na łóżku i zawzięcie coś szkicującego. Gdy tylko zorientował się, że jestem w pokoju oderwał się od szkicu i odłożył blok.
-Zgaduje, że ty również nie wiesz gdzie jest Bella?- zapytałem z nadzieją, że chłopak zdradzi mi położenie dziewczyny.
-Nie, a co?
-Szukam jej po całym domu, ale echo, pewnie gdzieś poszła,a my nawet nie słyszeliśmy kiedy.
- Kurwa, godzinę temu pod dom podjechało jakieś auto, myślałem, że to paparazzi ale po chwili odjechało.
-Cholera- odpowiedziałem smutny, jednak to uczucie szybko przerodziło się w złość na dziewczynę.
-Liam... nie przejmuj się, pogadam z nią jak wróci- zakończył brunet.
***
Siedzieliśmy znów przy stoliku, było już późno, a impreza coraz gorsza, wszyscy byli już pijani prócz mnie i Kobry. Dziwiło mnie to bo dużo wypiliśmy a dalej nie czuliśmy się źle.
-Nudna coś ta twoja impreza- uśmiechnęłam się do chłopaka.
Od razu zareagował na te słowa sięgnął do tylnej kieszeni i dyskretnie podał mi jej zawartość. Natychmiast wstałam i ruszyłam w stronę łazienki, dobrze wiedziałam co miałam w ręce. Gdy tylko doszłam do toalety rozluźniłam pięść i spojrzałam na zawartość. Przeźroczysty woreczek a w nim dwie małe tabletki. Wzięłam jedną i szybko włożyłam do ust. Stałam chwile z zamkniętymi oczami jakbym czekała na pierwsze efekty. W tej samej chwili poczułam jak ktoś obejmuje mnie w tali, natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam Kobrę. Stał do mnie przodem i przyglądał się mojej sylwetce. Dopiero teraz mogłam dostrzec jego intensywnie zielone oczy.
-Mam nadzieje, że mi coś zostawiłaś- po tych słowach woreczek który dalej trzymałam w ręce przekazałam mu z powrotem.
Chłopak również połknął małą tabletkę, a następnie ruszyliśmy na parkiet. Cały czas tańczyliśmy ze sobą, można uznać, że zabawa z jedną osobą jest nudna, ale z nim nie potrafiłam się nudzić. Kiedy tabletki traciły swoją moc działania poprosiłam go o jeszcze jedną. Oczywiście uległ mojej prośbie a ja znów udałam się w stronę toalet aby zażyć ją dyskretnie. Gdy wracałam do stolika przy którym siedział chłopak, mojej uwadze nie umknęło zamieszanie na środku klubu. Zaczęłam przeciskać się przez ludzi. Głównymi sprawcami zamieszania okazali się koledzy zielonookiego, a naprzeciw nim stało kilku innych mężczyzn. Żaden z nich nie chciał odpuścić, szedł cios za ciosem. Nagle poczułam na ręku uścisk który zaczął wyprowadzać mnie z tłumu. Kobra zaprowadził mnie do stolika a następnie sam wrócił na dół. Z góry miałam idealny widok na zaistniałą sytuacje. Gdy brunet do nich dołączył, tamci zaczęli się poddawać. W pewnym momencie do chłopaków podeszło sześciu ochroniarzy. Zabrali przeciwników a tłum się rozszedł. Gdy chłopaki wrócili na miejsce, Kobra podszedł do mnie i wyszeptał, że się zbieramy. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszliśmy z klubu. Zawiózł mnie do domu, całą drogę przepraszając za wydarzenia z dzisiejszej nocy.
Minęłam próg domu a pierwsze co rzuciło mi się w oczy to zaświecone światło w kuchni.
- „Cholera” -pomyślałam - „znowu?!”
-No witam- odrzekł znienawidzony przeze mnie czarnowłosy mężczyzna.
-Emm... Cześć- odpowiedziałam niepewnie.
-Pominę już fakt, że wymknęłaś się z domu o dwudziestej drugiej- mówił spokojnie- Ale kurwa czemu znów ćpałaś ?
__________________________________________________________________________________
No i  jest kolejny rozdział. Kolejny za tydzień. Nowi bohaterzy są już w zakładce. Czekam na komentarze oraz dziękuje za poprzednie. :)

2 komentarze:

  1. Czytam, fajny pomysł, super piszesz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na nowy ;* ! Życzę weny *.*

    OdpowiedzUsuń