środa, 28 stycznia 2015

Prolog

 Obserwowałam ludzi mijających mnie, każdy z nich się gdzieś śpieszył. Każdy miał na twarzy wypisany grymas, mogłam się tylko domyślać co w tej chwili chodziło im po głowie. Mogli mieć przecież dość towarzysza swojego życia albo po prostu czekania, ja za to miałam już dość życia. Nazywam się Bella Strong i mam 17 lat. Moje nazwisko oznacza silna, ale ja niestety taka nie jestem. Jestem słaba, a dokładnie to słaba psychicznie. Dawniej taka nie byłam, ale wszystko zmieniło się po tym jak mnie zostawili. Zawsze gdy wracałam do tych wspomnień łzy napływały mi do oczu, ale nie mogłam znów płakać, za dużo czasu minęło, zresztą nie tu gdzie jest tyle ludzi. Wmawiałam sobie, że ja nie płacze, ale to nie prawda, za każdym razem kiedy jestem sama, nie umiem tego powstrzymać. Od pół roku uczęszczam do szkoły w Waszyngtonie, prawdopodobnie najgorszej jaka tam jest. Ćpanie, picie i seks to nie temat tabu w mojej szkole. W sumie tam nie ma w ogóle innych tematów. Oczywiście jeżeli chciałabym to dostałabym się do lepszej, ale po co mi to. Ostatnio nic dla mnie nie miało sensu więc szkołą też się nie przejmowałam. Kiedyś uczyłam się bardzo dobrze, chciałam nawet iść na studia matematyczne. A teraz wylądowałam, w szkole gdzie o matematyce wiem więcej niż nauczyciel uczący mnie tego znienawidzonego przez wszystkich przedmiotu. Z rozmyślań wyrwał mnie głos powiadamiający o rozpoczęciu się odprawy na lot do Londynu, miasta życia. Leciałam tam ze względu na moją babcie która nie mogła już sobie dać rady ze mną, więc postanowiłam mnie wysłać do mojej ostatniej rodziny, był to mój wujek Simon Cowel . Tak ten producent muzyczny który odkrył zespół One Direction. Nienawidziłam go ponieważ zignorowała mnie i moich rodziców gdy potrzebowaliśmy pomocy. Wtedy najważniejszy był dla niego zespół, jego pięć gwiazdeczek. One Direction bożyszcze nastolatek, wszystkie ich kochały, a ja nawet nie znałam ich piosenek. Wiedziałam jak wyglądają ale pewnie gdybym ich spotkała na ulicy nawet nie zorientowałabym się, że to oni. Po odbyciu odprawy zajęłam wyznaczone miejsce w samolocie. Wiedziałam, że teraz już nie ma odwrotu, leciałam do piekła, bo przecież jak to mogłam nazwać. Po starcie kiedy już odpięłam pasy, włożyłam słuchawki do uszu i wsłuchałam się w dźwięk muzyki. Uwielbiałam tą piosenkę wzbudzała we mnie wiele emocji Hozier- Take Me To Church. Miała w sobie magię której nie potrafiłam wyjaśnić. Piosenka przypomniała mi o babci najważniejszej osobie dla mnie, zawsze słuchałam jej w domu, a ona przychodziła i kazała mi wyciszyć, aby sąsiedzi nie wezwali policji. Było mi przykro, że musiała zostać sama, dziadek odszedł dawno, był alkoholikiem więc długo nie żył. Jednak staruszka kochała go ponad życie. Przed wyjazdem na lotnisko pocieszała mnie, że to tylko dwa miesiące i prosiła abym wreszcie wydoroślała. Ja jednak nie umiałam po prostu taka byłam, nie miałam zamiaru się zmieniać. Każdego wieczoru chodziłam na imprezy, wracałam późno w nocy, albo w ogóle, niekiedy spałam u koleżanek, a innym razem kończyłam w łóżku z facetem poznanym na zabawie. Można pomyśleć, że to dziwkarskie ja też tak uważałam, ale kiedy w moich żyłach krążył alkohol, lub co gorsza byłam naćpana, mój tok myślenia diametralnie się zmieniał. Zawsze po nocy spędzonej z obcym facetem czułam się zażenowana, ale nie umiałam tego zaprzestać. Prawie zawsze jak byłam na imprezie piłam i brałam, sprawiało to, że zapominałam o całym świecie, liczyło się tylko tu i teraz. Oczywiście nie twierdzę, że jestem uzależniona, ale kto mi w to uwierzy. Potrafię przestać kiedy chce, ale po co. Używki już od jakiegoś czasu to dla mnie nie nowość, uwielbiam momenty kiedy w moich płucach rozchodzi się dym papierosowy, oraz kiedy czuje szum w głowie. Chciałabym czuć się tak zawsze. Pierwszy raz spróbowałam dwa lata temu i dalej się to ciągnie. Kiedyś byłam grzeczną małą dziewczynką, wzorem w szkole, oraz w rodzinnie. Każdy rodzic chciał mieć takie dziecko. Wszystko zmieniło się po ich śmierci. Nigdy nie zapomnę tych chwil, wydaje mi się jakby to było wczoraj, a minęło już dwa lata. Poczułam jak łza spływa mi po policzku, jak najszybciej poszłam do łazienki znajdującej się w samolocie. Spojrzałam w swoje odbicie, rude włosy opadały mi na ramiona. Wytarłam chusteczką mokry ślad po łzach i jeszcze raz spojrzałam w lustro, następnie wróciłam na swoje miejsce w samolocie.
_______________________________________________________________________
Hi. No to jest prolog. Zachęcam do komentowania. Rozdziały będą się pojawiać co miesiąc, chyba że będę miała kilka do przodu to wstawię wcześniej. :)

4 komentarze:

  1. Świetny prolog.
    Szkoda, że rozdziały będą tak rzadko, ale no trudno.
    Pisz szybko next i dużo weny.

    incubus-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, jak to tak rzadko rozdziały? ;_; No nic, mam nadzieję, że ich długość będzie nadrabiać czas ^^ Czekam na następny, a w między czasie zapraszam do siebie.

    http://roommateff.blogspot.com/
    http://haven-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeden z najlepszych prologów jakie przeczytałam *_*

    OdpowiedzUsuń